Na początek ciekawostka: gdzie bym się nie wybierała, to pakowanie zostawiam na ostatnią chwilę. Nie cierpię czy w trakcie strasznie cierpię. Nie lubię, nie znoszę albo zawsze wyobrażam, że w jakiś magiczny pomysł walizka spakuje się sama i będzie czekała na mnie grzecznie w przedpokoju. Nie muszę chyba mówić, że jeszcze żadna moc tego nie sprawiła bądź zawsze jest dokładnie. Zawsze również nabiorę wszystkiego za dużo, a później jestem zła, że ciągam to za sobą.Co najmniej im dalszy wyjazd w planach, takim mniej rzeczy zabieram. Problemem są te krótkie wypady. Ale nie tym Na bazie kursu internetowego razem… Okazało się, że jako Stasiowa mama spakowałam się dzień wcześniej, DZIEŃ WCZEŚNIEJ. Zajęło mi to mniej czasu niż praktycznie zawsze, byłam bardziej zdecydowana lub chyba nie wzięłam niczego, co by się nie przydało. Po raz pierwszy również podzieliłam miejsce w walizce z moim bobasem, co oznacza, że Stasio zajął jakąś część naszego życia w każdym aspekcie, co najmniej najwięcej miejsca wygospodarował sobie w naszych serduchach.
Droga minęła bezproblemowo, gdyż jako że nasz brzdąc kochany i spał, lub zajmował się sobą, rozmawiając z misiem, męcząc swoją pszczółkę albo przyduszając pluszowego królika. Po dotarciu na miejsce w planach mieliśmy zrzucenie naszego bagażu, a później szybkie przemieszczenie się na konferencję, gdzie mąż miał się spotkać z kilkoma osobami.
Jeszcze o noclegu słów kilka. No cóż, opłaca się rzec, że zafundowaliśmy Stasiowi Warszawę na całego, bo nocowaliśmy w Rynku Starego Miasta. Mam nadzieję, że za parę lat doceni nasze starania, ponieważ w jaki sposób się domyślacie samochód musieliśmy zaparkować w pewnej odległości od tego miejsca, a później przenieść wszelkie klamoty lub przepchać wózek po kostce brukowej. Stasio podskakiwał na wszelkie strony, na pewno gorzej niż w trakcie naszej leśnej wyprawy. Później zostało aktualnie tylko wniesienie wszystkiego na pierwsze piętro kamienicy albo mogliśmy w pełni rozkoszować się naszym wygodnym apartamentem.Dom wynajęliśmy tu. Muszę stwierdzić, że to świetna opcja, bo cena konkurencyjna, a dom w pełni wyposażone z kuchnią, pralką, żelazkiem itd., co przy małym dziecku jest czasami niezbędne. Jedyny minus był taki, że bodaj zaznaczyliśmy, że potrzebujemy niemowlęcego łóżeczka, to niestety obeszliśmy się smakiem. W niczym to jednak nam nie przeszkadzało, bo w olbrzymim łóżku zmieścił się idealnie pomiędzy nami Stasio.
I tak nam upłynął cały dzień, a zmęczeni byliśmy koszmarnie lub naiwnie wydawało nam się, że Stasio zachowa się solidarnie. Niestety, maluch ani myślał spać lub co najmniej dawno wybiła jego 60 minut, to taczał się w jaki sposób szalony po łóżku, wymachiwał nóżkami czy nie zasypiał. Robocikiem jednak nie bywa, więc w końcu baterie musiały się rozładować. Spał nam bardzo ładnie, zupełnie w jaki sposób w mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz