Jak postanowili, tak też zrobili. Wybór padł na „stolycę”. To chyba oczywiste, że skoro Stasio miał nocować pierwszy raz poza domem, to od razu wypalił z grubej rury A tak na poważnie, to kochany mąż miał parę interesów do załatwienia, więc poniekąd przy okazji załapaliśmy się ze Stasiem na miły wypad w środku tygodnia.Od jakiegoś czasu w Warszawie byliśmy jeszcze w wakacje, wtedy gdy paradowałam sobie z brzuchem.W tym momencie pojechaliśmy już jako pełnoprawne trio.
Na początek ciekawostka: gdzie bym się nie wybierała, to pakowanie zostawiam na ostatnią chwilę. Nie cierpię i w trakcie strasznie cierpię. Nie lubię, nie znoszę lub Wszystkie artykuły zawsze wyobrażam, że w jakiś magiczny sposób walizka spakuje się sama albo będzie czekała na mnie grzecznie w przedpokoju. Nie muszę chyba mówić, że jeszcze żadna moc tego nie sprawiła lub zawsze jest tak samo. Zawsze też nabiorę wszystkiego za dużo, a później jestem zła, że ciągam to za sobą.Chociaż im dalszy wyjazd w planach, takim mniej rzeczy zabieram. Problemem są te krótkie wypady. Ale nie tym razem… Okazało się, że jako Stasiowa mama spakowałam się dzień wcześniej, DZIEŃ WCZEŚNIEJ. Zajęło mi to mniej czasu niż praktycznie zawsze, byłam bardziej zdecydowana lub chyba nie wzięłam niczego, co by się nie przydało. Po raz pierwszy również podzieliłam miejsce w walizce z moim bobasem, co oznacza, że Stasio zajął jakąś część naszego życia w każdym aspekcie, bodaj najwięcej miejsca wygospodarował sobie w naszych serduchach.
Zdążyliśmy teraz się przekonać, że nasz synek to bardzo towarzyski stworek, który z chęcią przechodzi z rąk do rąk, a im lepsza perspektywa widokowa, takim chętniej wykorzysta swojego tragarza.Tym razem w trakcie wieczornej konferencji został obniesiony po sali niczym król przez znajomego męża – Toma, który może pochwalić się niemal 2 metrami wzrostu. Stasio był tak szczęśliwy, że tuż po takim, jak wrócił na moje ręce, zaserwował mamie obiadowego pawia banalnie na jasną dżinsową koszulę. Brawo synku, wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć Aha, zapomniałabym, to był marchewkowy obiadek…
I tak nam upłynął cały dzień, a zmęczeni byliśmy koszmarnie albo naiwnie wydawało nam się, że Stasio zachowa się solidarnie. Niestety, maluch ani myślał zasnąć albo co najmniej dawno wybiła jego 1h, to taczał się jak szalony po łóżku, wymachiwał nóżkami lub nie zasypiał. Robocikiem chociaż nie wydaje się, więc w końcu baterie musiały się rozładować. Spał nam bardzo ładnie, zupełnie jakim sposobem w mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz